Mexico CityLink :: 14.03.2010 :: 16:44
Nigdy nic nie wiadomo co cie spotka...
W ogole sie nie zapowiadalo, ze pojade do Mexico City oprocz gran
viaje (wycieczka dla wymiencow). Styczen byl jednym z najbadziej
leniwych miesiacy, byly wakacje, chodzilam na plaze, na lekcje
hiszpanskiego, mnostwo czasu spedzalam z moimi przyjaciolkami,
naprzyklad jeden raz poszlysmy do cyrku, ale wracajac do tematu
jednego dnia dziewczyna z bermud powiedziala mi,ze wyjezdza do Mexico
City razem ze swoja host mama na weeked. Pomyslalam, co za
szczesciara... I wpadlam na pomysl by sie zapytac, czy nie moge z
nimi jechac. I tak oto sie stalo pojechalam do Mexico City, a co tam
sie wydarzylo juz opowiadam.
DZIEN WYJAZDU / DZIEN 1
Zdecydowalysmy sie pojechac autobusem,
poniewaz bilety byly tansze. Wyjechalysmy o godzinie 20.30 w srode z
planowany przyjazdem do DF (Mexico City) na godzine 7, ale
oczywiscie mialysmy to szczescie, ze byly straszne wiatry i zawalily
sie drzewa na droge na koncowce naszej trasy... Przyjechalysmy o 12,
5 godzin opoznienia i przywitane strasznym deszczem i zimnem. Tego
dnia jak juz zameldowalysmy sie w hotelu, stwierdzilysmy, ze lepiej
bedzie jak spedzimy ten dzien na zakupach w centrum handlowym, na
zewnatrz strasznie padalo, wiec bylo przyjemnie wypic kawe, w
starbucks ;) Wieczorem w hotelu poszlam na silownie gdzie byla
dokladnie taki sam sprzet do biegania jak w mojej silowni w
Warszawie. Pomyslalam, czemu, nie, zrealizuje plan jaki mialam w
warszawie. Pobiegalam 20 minut,a potem na rowerek. Bylam zmeczona,
ale zadowolona, co wiecej rano specjalnie wstalam wczesniej by
pobiegac i poplywac w malym basenie. Czulam sie jak swiezo narodzona,
i zadowolona,ze dzieki temu, nie przytyje na tej wycieczce, ale sie
bardzo mylilam, ale to pozniej.
DZIEN 2 --> DZIEN ZWIEDZANIA
Po zjedzeniu sniadania, wybylysmy na
spotkanie ze znajomym moich rodzicow, ktory wyjezdzal do Polsk,i by
przekazal kilka rzeczy dla mojej rodziny, Chcialabym bardzo mu
podziekowac za wszystko. Gdy juz przekazalysmy rzeczy pierwszym
miejscem, ktory zaczelsymy zwiedzac bylo miasto uniwersyteckie UNAM.
Bardzo mi sie podobal ten kampus. kazdy budynek mial jakiz obraz.
grafiti namalowane ciekawe... A oto zdjecia




Przed uniwesytetem jest stadion gdzie
odbyly sie olimpiady w Meksyku. Gdy skonczylysmy sie przechadzac,
wsiadalysmy do bardzo ciekawej taksowki. A dlaczego ciekawej? Otoz
nie miala jednego siedzenia na przodzia, a pan mial bardzo praktyczny
sposob na zamykanie drzwi...

Nastepnym miejscem, ktory zwiedzilysmy
i to na moje zyczenia moj WYMARZONY DOM FRIDY KAHLO, GDZIE TERAZ
ZNAJDUJE SIE MUZEUM !!!!!!!!!! Nawet nie wiecie jak bylam
podekscytowana i szczesliwa... W pierwszej czesci jej domu znajduje
sie jej obrazy i obrazy jej meza Diega Rivery. Nie bylo wszystkich
obrazow, ktore chcialam zobaczyc, ale coz mowi sie trudno. w drugiej
czesci, mozna bylo zobaczyc, jak mieszkala i gdzie malowala. Jak dla
mnie to bylo wszystko niesamowite, przypominajac sobie film i teraz
widziec to naprawde... Jej ksiazki, pedzle i nawet jej gips po
wypadku, ktory wcale nie ma namalowanych motyli tylko rozne rzeczy,
ktorych niestety teraz nie pamietam... Niestety w srodku nie mozna
bylo robic zdjec...






Z usmiechem na twarzy opuscilam to
muzeum, dziekujac moim rodzicom w Polsce, za dali mi szanse na taki
wyjazd. Nastepnym miejscem, ktore zwiedzilismy bylo Zocalo, czyli
glowny plac, ale zanim tam pojechalysmy. Przeszlysmy sie po jednej
dzielnicy Meksyku, musialysmy wziac autobusem (byl wlasciwie taki
sam jak na filmie o Fridzie, jak wydarzyl sie ten wypadek),
pomyslalam zeby lepiej by bylo, zeby ta historia sie nie powtorzyla
hahaha. Jak wysiadlysmy z autobusu, wsiadlysmy do metra, gdzie na
kazdym przystanku wsiadal ktos z rzeczami do sprzedania, a to plyty,
a to olowki, a to slodycze, nonstop. Gdy juz wysiadlysmy na naszym
przystanku, zobaczylam plac z budami, zapytalam sie co to wlasciwie
jest. Okazalo sie,ze to jest plac, gdzie ludzie protestuja i
przetrzymuja transparenty =D. Oczywiscie na przeciwko jest sejm...
Hahahahhaa. Poszlysmy dalej, gdzie zobaczylymy kosciol, a zaraz potem
mozna bylo zobaczyc ludzi, przebranych za aztekow odprawiajacych
jeden z ich obrzadowi i nie daleko znajduja sie nie dawno co odkryte
ruiny, przy budowie metra,


Gdy juz zobaczylysmy wszytstko,
wrocilysmy do metra, a z tamtad pojechalysmy do nastepnego miejsca
czyli Bellas Artes y torre Latino Americano.

Tutaj sie zatrzymamy, bym wam mogla cos
opowiedziec. Otoz, jedna z moich najlepszych kolezanek pochodzi z
Mexico City i kilka dni przed moim wyjazdem powiedziala, ze ona tez
tam jedzie. Gdyby byl czas to bym pojechala z nia, ale ona
dowiedziala sie, ze jedzie kilka godzin przed swoim lotem hahahaha,
wiec zaplanowalysmy,ze musimy sie spotkac w Mexico City, chociazby na
zakupy itp. Wiec tego dnia caly czas z nia esemesowalam jak to by sie
z nia spotkac. Problem byl taki, ze ja zatrzymywalam sie na poludniu
miasta, a ona polnocy... A ze miasto jest ogromno, to ciezko sie
spotkac na kilka godzin... Gdy wlasnie schodzilam z torre, dostalam
sms'a,ze lepiej bym przenocowala u niej i rano mnie wrocila do
hotelu. Host mama dziewczyny z bermud robila straszne problemy, wiec
myslalam,ze wszystko jest stracone i juz powiedzialam mojej
przyjaciolce, ze lepiej innym razem, ale nie, moja przyjaciolka
koniecznie chciala zebym u niej przenocowalam wiec robila wszytsko co
mozliwe i stalo sie, po zobaczeniu aniola niepodleglosci, wziela mnie
ze soba moja przyjaciolka i jej ciocia z kuzynka. To bylo najlepsze
co moglo mi sie zdarzyc w tej podrozy, ze mam co wspominac, do kogo
wracac, mam rodzine w Mexico City... Wsiadlam do ich samochodu i juz
na starcie rodzina Mariany wczula sie w przewodnika i mi opowiadala
co mijamy itp. Po drodze wstapilysmy do centrum habndloego kupic
prezent urodzinowy dla pewnej malej dziewczynki, ktora konczyla rok.
W tym oto centrum, odnalazlam ksiazke Kapuscinskiego na przecenie,
kosztowala 30 zl. Cos malego z Polski, a tak cieszy... Tez mieli
film na podstawie ksiazki Qua Vadis. W drodze do ich domu
rozmawialsmy, co zwiedzilam tego dnia i ciocia Mariany (mojej
przyjaciolki) nagle zaprosila mnie do swojego domu bym, wrocila z
Mariana do Puerto , ktora miala wracac w przyszly tydzien. Ja nie
mialam zadnych nadziei, watpilam zeby moja host mama sie zgodzila
(jest to prezydent klubu, ktora ma swoje reguly), zeby zostala z
osobami, ktorych nie zna. Ale jak to bywa z moja przyjaciolka miala
wiecej wiary niz ja hahaha. Porozmawiala ze swoja mamy, by ta
przekonala moja host mama i tez zadzwonila i stalo sie, zostalam w
Meksyku, na nastepny tydzien =) Ale dzien sie jeszcze nie skonczyl.
Po wypiciu tradycyjnej czekolady z tego stanu, pojechalismy zobaczyc
Mariachis i zrobilismy kilka kolek po miescie w nocy. Ta noc byla
niezwykla, jak wysiedlismy z samochodu, moglam zobaczyc plac pelen w
mariachi w roznych strojach, ja to miejsce nazwalam MERCADO DE
MARIACHIS (bazar mariachi) na co rodzina mariany sie strasznie
ucieszyla i miala ubaw. Garibaldi, bo taka jest prawidlowa nazwa
placu, jest to miejsce, gdzie ludzie (nie ktorzy upici) przychodza i
kupuja jedna piosenke, by im zagrali mariachi lub wynajmuja na jakas
impreze. Mozesz znalezc mariachis z roznych stanow (przyczyna roznych
strojow).



DZIEN 3
Na sniadanie mozna powiedziec, ze
zjadlam miszanke chinskiej zupki z chile... Byla bardzo smaczna =P Po
zjedzeniu pojechalismy do hotelu, po moje walizki... Problem w tym
miescie sa korki i duzy dystans. Wyruszylismy tak o 12.40 i prawie
godzine jechalismy... A gdy juz mialam walizke, pojechalismy po moj
bilet powrotny, do mojej host mamy, ktore zwiedzaly Muzeum Dolores
Olmedo, ktore zbierala arcydziela, np obrazy Diega Rivery. Potem
pojechalismy zobaczyc czy uda mi sie oddac bilet powrotny, nie udalo
sie ;S Jedyna opcja jaka byla to zmienienie biletu na bilet otwarty i
sprzedanie go komus, nadal go mam do sprzedania hahaha.
Wieczorem poszlismy na urodziny
dziewczynki, ktorej kupilismy prezent wczesniej. Pilam tam jak to
nazwali coz bardzo meksyaknskiego, czyli jak dla mnie rozdwodniony
budyn i sluchalam znow mariachis...


DZIEN 4
W sobote pojechalismy do miasteczka El
Oro (zloto), gdzie rodzina Mariany miala pewne interesy do zrobienia.
Sniadanie zjdelismy w knajpce przy drodze do miasteczka. Oczywiscie
jedlismy tacos ale w stylu Michoacan (jeden stan w Meksyku). Tacos
posiadalo wolowine, ale z wszyskiego co mozliwe. W czasie drogi do
Oro, opowiedziano mi historie tego miasteczka, dzieki czemu duzo sie
dowiedzialam o jednym Jprezydencie. Za jego czasow, Peso wazylo
wiecej niz Dolar, chcial zbudowac kolej, mozna powiedziec, ze byl
dyktadorem, panowal bardzo duzo. Fascynowal sie kultura francuska i
dlatego tez wlasnie El oro ma taka, a nie inna architekture. Nie byl
lubiany przez biedne spoleczenstwo. Nie chcial ich wpuszczac do
miasta, uwazajac ze to banda leniwcow, ktora zburzy porzadek... A
oto jest miasteczko europejskie w Meksyku. rzeczywiscie mozna
zobaczyc roznice... Male uliczki, dachy trojkatne itp...



Takze, zwiedzilam muzeum opowiadajace o
wydobywaniu zlota w El oro
Gdy juz rodzina Mariany zrobila co
miala zrobic, w drodze powrotnej wstapilismy kupic pyszniutkie
buleczki, smak przypominal mi nasza babe, ale te buleczki, nie maja
wogole cukru i gorace smakowaly wysmienicie...

Takze wstapilismy do kosciola, gdzie
jest obraz sw, Matki Bozej z Carmen. Kosciol ten ma ciekawa historie.
Istnieja na swiecie trzy prawie takie same koscioly. Architekt
zaprojektowal dwa w Meksyku i jeden we Francji. Ci we Francji nie
byli zadowoleni,ze sa podobne koscioly w Meksyku, wiec scieto rece
architektowi by juz wiec projektow nie bylo.
Matka Boza z Carmen jest bardzo wazna
dla cioci Mariany, to tu odbyla prywatna pielgrzymke ze swoim
swiezonarodzonym synem, by ten wyzdrowial. Lekarze mowili, ze nie
przezyje. Syn ten teraz ma 22 lata i ma sie bardzo dobrze =) Takze w
drodze powrotnej pojechalismy do najwiekszej kopalni kraju, gdzie
wydobywano zloto. Wielu kopalnikow po pracy w kopalni nie przezywali
wiecej niz 5 lat... Nie wiedzieli oni,ze puch, ktory wdychaja jest
bardzo nie zdrowy...


Jak juz bylismy prawie w meksyku,
wstapilismy do domku znajomych, ktorzy sprzedaja pyszne mole...
Zdziwilo mnie to, ze podali mi moje taco, w tortilli niebieskiej.
DZIEN 5

Dzien 5 byl bardzo zwariowany, kuzyknka
Mariany, Gaby musiala zalatwic kilka rzeczy w ambasadzie kandyskiej
(bedzie tam mieszkac przez 2 lata), ale ze oczywiscie wszyscy
zaspali, musielismy sie posipieszyc. Moje platki musialam dokonczyc w
samochodzie hahahaaha Plan tego dnia byl zebysmy zwiedzily kilka
muzeow,ale nie przewidzelismy jednego. W poniedzialki muzea sa
zamkniete... Ale szybko zmienilismy plan i pojechalismy na zakupy to
innego miasta, do Toluci, a wlasciwie w poblizu Toluci na outlet,
czyli cos takiego jak u nas Factory. Byly duze przeceny. Piekna
spodniczke w kwiaty z mango kupilam za 50 zl przeceniona z 120 =) Cos
wspanialego !!! Hahahaha Ale nie obylo sie bez zabawy, np zalozenia
peruki manekina czy wejscie na wystawe i zrobienia sobie zdjecia ;)


Ufff to nie jest koniec mojej wyprawy
do Mexico City, ale na razie na tym zakoncze... Nastepna notka
niebawem...
Komentuj (3)
Swieta, nowy rok, zmiana rodziny, leniuchowanieLink :: 25.01.2010 :: 19:57
Swieta, swieta? Czy naprawde byly? Jakos szybko sie zblizyly i minely, wlasciwie byl tylko jeden dzien. 24 grudnia, wieczorem... Najpierw czekalismy przed drzwiami z maly panem jezusem, spiewalismy, Otworzyli nam dzrzwi weszlismy, dalismy Pana jesuza do szpoki, a potem zasiadlismy do stolow. Moja babcia dala nam kartki, gdzie byly cytaty z Biblii :) Potrawy byly ciekawe, zjadlam troche rekina :O Byla to troche dziwna potrawa. O 12 wreczalismy sobie prezenty i zyczylismy wszystkiego najlepszego. Potem my mlodziez poszlismy na plaze, gdzie byly troche fajerwerek, ale raczej takie, ktore robily wiecej halasu. 25 nic sie nie dzialo, bylo to dla mnie dziwne. Owszem sa rodziny, ktore maja wspolny posilek tego dnia, ale moja rodzina do nich nie nalezala.
Zdjecia :)

Bylo tak z 3 stoly

Szopki czekaja na Pana Jezusa


Spiewamy :)



Potrawy

I my :D

Nowy rok ! Tez strasznie dziwny i niestety nie mam zdjec :S Jest 31 grudnia godzina 22, wszyscy spia, a jak glupia czekam, zeby cos sie zaczelo. Dochodzi 23 zaczynamy sie przygotowac, zeby potem zjesc rodzinnie wspolny posilek, to znaczy ja, moje rodzenstwo i moja mama, bo tata jakos sie nie obudzil ;) Dochodzi 12 stoimy przed telewizorem z naszymi kieliszkami. Odziwo kieliszki nie sa zapelnione szampanem tylko winogronami, 12 winogron, 12 zyczen na nowy rok. Wybija 12 jemy winogrona, a potem zyczymy sobie wszystkiego najlepszego. Ja w myslach mowie, czy naprawde juz jest 2010? Po pol godziny wyszlismy ze znajomymi swietowac.Plaza zicatela, ta na ktorej biegam byla bardzo zapelniona, Gdy teraz noca jestem tam, to az trudno uwierzyc ile tu ludzi bylo. Teraz nikogo nie ma. Sa pustki. Ale to fajnie. Jeden raz w sezonie poszlam na plaze Carrizalillo )ta co mozecie, zobaczyc, zawsze na gorze mojego blogu). Byl czlowiek na czlowieku :O Nie dalo sie polozyc. Horror !!! I wtedy wspomnialam, jak poszlam z moja kolezanka na plaze tak o 17 i bylo oprocz nas okolo 5 osob i tylko mi sie kapalysmy.
Zmiana rodzin :S
Niestety, przychodzi taki czas, ze trzeba zmienic rodzine. Musialam sie pozegnac z moim domem, w ktorym spedzilam prawie 5 miesiecy. Moglam ten dom nazwac moim domem. Pakowanie przyszlo mi ciezko. Wreszcie zrobilam zdjecia domu, w ktorym mieszkalam A oto i on







Pakowanie hahahahaha

Nowa rodzina, nowe zasady, przysposobienia. W moim starym domu moglam spac ile wlezie. Wstawalam o 12 czasem o 13, szlam do kuchni swobodnie, rozmawialam z gospodynia domowa, to byl moj dom. Tutaj musze wstawac na 10 (tak wiem, jestem strasznym leniuchem), ale w niedziele wstawac o takiej porze :P Najgorsze jest to, ze jak wstane i widze, ze wszyscy spia :S A ja zawsze musze byc na czas... Tez tutaj gotuje moja gospodyni,a w moim starym domu,moja mama kupowala jedzenie, a w niedziele gotowala, albo gotowal moj tata. Tutaj niedziela, to niedziela wyjsc. Sniadanie, obiad jemy na zewnatrz. Obiad to zazwyczaj pyszne tacos z taquerii. Co jescze? Moja nowa mama to prezydent klubu, wiec jest stanowcza, tata jest jak glowa rodziny. W moim starym domu, moj tata byl straznie wyluzowany :P Ostatnio poszlam na dyskoteke i byl moj tata :) Zapytal sie czy zatanczymy? Tanczylismy I gotta feeling, wyglupiajac sie. Jakos w Polsce nie moge sobie wyobrazic tego.
Leniuchowanie hahahaha :P Mam wakacje do 2 lutego, czyli zostal mi tydzien i jakos pierwszy raz oczekujego tego. Bo ile mozna leniuchowac :P Coz przezyje ten gruby mundurek, wstawanie o 6.
A i jeszcze zapomnialam cos dodac :P Dwa tygodnie przed zmiana domu pojawil sie w moim starym domu nowy czlonek rodziny :)

Najlepsze jest to,ze moj tata nie zawiadomil mamy, ze kupi tego psiaczka, postawil ja przed faktem dokonanym hahaha Moja mama nie lubi psow, ale jakos to przezyla. Tutaj jest juz wykapanym. Napoczatku kazdy go inaczej nazywal, ale ma juz ime House na czesc Doktora House'a :P
No to tyle, Pozdrawiam Komentuj (13)
Link :: 10.12.2009 :: 04:31
Hej, hej co tam u was? Wiecie, ze duzo sie nie wydarzylo? Po prostu zyje zyciem. Co do tamtego festiwalu, to niestety byly problemy z aparatem i mam tylko kilka zdjec i to nie takie fajne :P Ale moze zaczne od poczatku. W szkole mam jeden przedmiot,ktory sie nazywa edukacja artystyczna czyli tance ludowe. Oczywiscie maja ten przedmiot co rok, wiec znaja wszytskie mozliwe kroki,a nauczyciel jest niezadowolony jak rezugnujemy z tanca i idziemy spac ;) No ale co tu robic jak nas krokow nie chce nauczyc? W listopadzie byla gelaguetza,czyli festiwal tancow ludowych organizowany przez nasza szkole. Nie mialam obwiazku brac udzialu,ale stwierdzilam czemu, nie? Oczywiscie tanczylam jeden z najprostszych, a zarazem najnudniejszych tancow, taniec z koszem na glowie. Hahahhahahaha ale teraz to wszytsko z usmiechem wspominam,jak przed wystepem dostalam mooj kosz z kwiatami, i jak go zwalilam kilka razy z mojej glowy i ledwo co mialam rownowage podczas tanca, na scenie :P Nie ma co, katastrofa.Kilka zdjec






W poprzedni piatek znow byly jakies obchody, wiec oczywiscie wskoczylam w odlotowa sukienke i juz bylam na ulicy, rzucajac cukierkami w ludzi :P 


A i bylam w oaxace na tam tam tam New Moon i 2012 hahahahaha Na tym pierwszym duzo smiechu bylo. jacob ( ci ktorzy nie znaja filmu, jeden z glownych bohaterow, oczywiscie jak przystalo, bardzo przystojny) pokazuje sie bez koszuli i nagle slychac wrzaski aaaaaaaaaaaa okazuje sie,ze meksykanki reaguja bardzo emocjonalnie, scena gdzie caluje sie glowna para ooooooooo uuuuuuuuuuuuuuu. Moj usmiech nie schodzil z twarzy. W Oaxace, takze okazalo sie,ze przyjechaly moje kolezanki z klasy, wiec sie spotkalysmy. A oto zdjecia

Poskaczemy trooooooooooooche :P !!!!!!!! A tak robi zdjecia w ruchu emilka :P
Oaxaca !!!! :P
Tutaj mamy cala historie oaxaci zamieszczona na wielkiej tortilli
Ja w wersji barbie na festiwalu ludowym hahahaha
I na koniec jedna z moich ulubionych plaz Carizalillo
A i zaczelam biegac !!! Oczywiscie na plazy :P A dokladniej na tej
Zaczelysmy biegac w dwojke,a teraz biegamy w czworke !!! I mozna podziwiac takie widoki
Goraca pozdrawiam i do uslyszenia ! Komentuj (5)
wow czy czas da sie zatrzymacLink :: 17.11.2009 :: 00:55
No patrzcie ile czasu minelo. Czas tu mija w przyspieszonym tempie. Ostatnio sobie uswiadomilam,ze to sie dzieje naprawde. Jestem w Meksyku, mowie po hiszpansku, plaza to chleb powszedni, kiedy tylko chce, chocby na polgodziny to moge pojsc na plaze.To jest niesamowite. Jestem tu strasznie szczesliwa i poprostu zyje zyciem. Tutaj chcialabym podziekowac moim rodzicom, a przedewszytskim mojej mamie, ze mnie wsparla w tej wymianie i ze wziela na serio moj pomysl wyjechania na rok do Meksyku. Pomyslcie sobie, ktoregos dnia przychodzi do was wasze dziecko i mowi,ze znalazlo taka fajna strone z wymiana mlodziezowa na rok i ze jest opcja wyjechania do Meksyku. Meksyk --> Juz oczami widzi sie biede, narkotyki, porwania, ale i takze kraj jutra ( manana), fiest i pysznych tacos. Napoczatku nikt nie wierzyl,ze mi sie uda za rok mieszkac w innym kraju. Mowili tak znow marzy. A tu patrzcie. Naprawde tu jestem ! I jeszcze nie zostalam porwana i nie dostalam ameby :D Tak tato wszystko jest w porzadku, jedyne o co musze sie martwic to moja waga. Zaczelam chodzic kazdego na tae bo (tae kwon do z aerobic) i schudlam na razie kilo jeeeeeeeeee. A co ze spraw biezacych i troche starszych? Zaczne od spotkania "wymiencow". Jechalismy 12 godzin na jedna noc w Villahermosa. Oczywiscie z innymi wymienniczkami oczekiwalysmy utesknionych zakupow. W Puerto Escondido wlasciwie mozna kupic tylko bikni etc. Na zakupy nie bylo duzo czasu, ale oczywiscie udalo mi sie kupic torbe i sukienke, ktora wisi w szafie i czeka na okazje hehehehe. Co do samego spotkania. Bylo nas okolo 35 i to nie byl caly dystrykt. Spotkalam Gabrysie. Ach ale strasznie bylo mowic po polsku, naprawde strasznie dziwnie i jeszcze jak inni na nas patzryli jak na nie normalne. Jak to mowi Victor, brazylijczyk z mojego miasta, Emilia ivsvybkfhbvwyger i5g5ni9ebu fa i jak tam moj polski :D Glownie zwiedzilismy male safari. a oto zdjecie naszej ekipy
Dzien zmarlych. Ech o tym nie chcialabym pisac, bo wlasciwie je ominelam. Mielismy pojechac do oaxaci, ale nagle wszyscy zapragneli fiest i przebieran, wiec zostalismy w naszym kochanym Puerto i jakos nie bylo duzo atrakcji :S Teraz zaluje, bo moglam sama pojechac do Oaxaci, ale coz wole o tym nie myslec :)Malutki oltarzyk w mojej szkole
Moj zwariowany kolega z Brazylii
Halloween. Fiesta w domu mojej hermanity (siostrzyczki :P), nie martwcie sie nie wyszlam tak na ulice. Moulin Rouge
I moj kolega, ktory zasluguje na odzielne zdjecie. Obwiazal si trzy godziny przed impreza, a potem zadal pytanie, wlaciwie jak pojdzie do toalety hahahah. Omar i jeszcze jedno. Omi wiesz,ze mumia nie krwawi? Omar: No me importa ahora esta chido (nie obchodzi mnie to, teraz jest fajnie)
Miedzynarodowy konkurs surfingu odbyl sie w poprzednia sobote i wypadl troche lipnie, Jak na zlosc bylyy male fale. Bylismy juz tam o godzinie 7 z kawa i przepyszna slodka buleczka w reku sledzac surferow. Ale jak mowie fale byly tak male, ze mozna bylo spokojnie sie kapac w morzu. No dobra nie spokojnie, bo fale troszeczke byly silne, ale to nas mnie powtrzymalo. Muzyka grala, a my chlupalismy sie w morzu. W niedziele byl motocross, w ktorym brala udzial moja kolezanka z klasy. Z tego powodu dostalismy koszulki dopingujace ja. Zabawa byla fajna, ale ja oczywiscie zapomnialam naladowac baterii w aparacie i nie mam tak duzo zdjec, ale pokaze trohe moich i mojego kolegi. Zdjecie kolegi ktore mi sie bardzo podoba :D
Surferzy robili co mogli
Motocross
I moje zdjecia :PCzesc grupy dopingujacej
Nasza zawdoniczka i koszulki
Ach ci malutcy
No troszeczke napisalam :) Wiecie, czuje ze psuje mi sie polski. Ale co tam hiszpanski jest coraz lepszy. Zapomniala opisac festiwalu tancow ludowych, ale zamiescze jak zdobede troche zdjec :PA i jeszcze zdjecia ze szkoly, czyli co robimy gdy nauczyciela nie ma w klasie
Pospimy troche
Wiem wiem dieta hahahha
Dzieki chlopcy za podwiezienie :)
Komentuj (5)
Spozniony czwartekLink :: 19.10.2009 :: 00:53
W czwartek razem z kolezankami i moja przyjaciolka stwierdzilysmy,ze zrobimy ciasto dla prezydent klubu, ktora miala w piatek urodziny. Oczywiscie musialo byc czekoladowe jak to mowimy z Romina czekolada naszym chlopakiem :P Oczywiscie jak musialysmy wyjsc po produkty zaczela sie straszna ulewa, lalo jak z cebra, ale to nam nie przeszkodzilo swobodnie isc po ulicy. Nie nie martwcie sie nie rozchorowalam sie. Romina pozyczyla mi ciuchy w domu i zaczelysmy robic ciasto...
Oto produkty

Zaczynamy robic !!!!!!!!

Jak widac ja tez pomagam

Wow robimy ciasto

Ubijanie ciasta to ciezka praca

Jak sie wypocilysmy !!!

Moj chlopak, ktorego bardzo kocham,ale niestety od poniedzialku bedziemy w separacji :(

Ach jak ja go kocham :P

Potem w czasie pieczenia ciasta stwierdzilysy,ze pojedziemy cos przekasic. Wybor padl na taquerie (bar z tacos), ktora ostatnio chcialam odwiedzic. Romina sie zapytala jakie tacos chce zjesc, bo jest piec rodzaji. Oczywiscie ja to ja i gdybym musiala wybierac zapewne dziewczyny czekalyby kilka godzin, wiec stwierdzialam,ze wszytskie sprobuje.
Tutaj dziewczyny ze swoimi

No i moje zasluguja na pojedyncze zdjecie

Po powrocie zobaczylysmy taki efekt

A oto nasza cala ekipa od ciasta !!!!!!!!!!

A teraz druga czesc
W sobote wszyscy zostalismy zaproszeni przez kolege do Cocos klub czyli baru nad plaza. Kolega ma kontakty i za darmo moglismy odpoczywac w takim miejscu

A oto czesc nas, na lewo od Falka jest moja siostra :P

Nie ma to jak siatkowka

Skacz !!!

Odpoczynek na trampolinie. Coz nasz wiek pozwalal na tylko tam lezyc.

Widok,ktory widzialam jak tak sobie lezalam.

Kanapka !!! Jak dobrze,ze ja bylam na gorze :P

No dobra poskaczemy z ryzykiem ze drugi raz nam zwroca uwage,ze trampolina jest dla dzieci...

No to tyle na dzisiaj. W pazdzierniku bedzie sie wiele dziac. W nastepny weekend wyjezdzam na spotkanie wymiencow w Villahermosa, a na dzien zmarlych bede w Oaxace. Bedzie to wyjazdowy miesiac. Niedlugo sie odezwe. Zapewne o spotkaniu w Villahermosa. Besos dla wszystkich Komentuj (4)
Link :: 11.10.2009 :: 02:18
Uwaga, Uwaga ! Ja Emilia obiecuje,ze jednak bede prowadzic tego bloga na biezaco. Wiem, ze jednak nie oddaje tego jak tu mieszkam, jaki jest Meksyk.Bedzie trudno z moim roztargnieniem i czasem brakiem czasu, ale postaram sie. Dzisiaj chcialabym opisac ludzi,dzieki ktorym ta wymiana jest jaka jest i ktorzy pomogli mi w pierwszych dniach. Jedna z pierwszych osob, ktora podala mi reke. Jest moj brat. Studiuje prawo w Oaxace. To on wyciagnal mnie pierwszego dnia by pokazac surferska plazy, to on wepchnal we mnie duzo jedzenie w oaxace :P A oto on (tutaj powinny byc takie trabki hahahah) ten od prawej. Jest na nim tez francuzka i moj kolega Omar:
Inna osoba, z ktora naprawde sie zblizylam i nie spodziewalam sie,ze mozna sie z kims tak dogadac, to jest moj przyjaciel z niemiec Falk. Traktuje go jak brata (Pozdrawiam cie Tomek i kocham cie) i wiem ze mam w nim oparcie. On tez przezywa to co ja i moge z nim otwarcie porozmawiac, pozartowac. Na poczatku brano nas za pare co wogole nie jest prawda (spokojnie mama hahahah) ale teraz wszyscy wiedza,ze traktujemy sie jak rodzenstwo :P A oto i on (znow trabki hahahahah)
No i nadeszla kolej na moja najlepsza przyjaciolke, Romina !!! Nie wiem jak to sie stalo,ze tak szybko wtargnela do mojego serca. Pamietam z pierwszych rozmow,ze okazalo sie, ze tez uwielbia kolor zielony i tak nagle zostalysmy przyjaciolkami. Moze zle zabrzmialo, ze z powodu koloru, co nie jest prawda ale to jedynie pamietam z pierwszych rozmow hahahaha Razem z Falkiem i nia tworzymy rodzine :P Jak to mowimy familia para siempre A oto i ona
A tutaj my w pelnym skladnie. Ach ech
Inna dobra przyjaciolka jest Lorena. Byc moze u niej zamieszkam :) Male szanse, ale trzeba byc optymista. To ona wlasciwie on poczatku byla mna zainteresowana i wyciagnela reke choc ja malo mowilam po hiszpansku. A tutaj raczej nikt sie nie wyrywa by mowic po angielsku. Twierdza,ze hiszpanski jest najlepszy.Ona tez nie mowi hahahah. I to ona wyciaga mnie silownie, z czego jestem jej bardzo wdzieczna. A tu zdjecie oto ja, ona i nasz kolega chris. Smieszny typ :P
Moj host tata tez jest wazny. Zawsze usmiechniety, pelnen optymizmu, wyluzowany. Niestety nie mam zdjecia, ale jak bede miala to wstawie. Razem ekscytowalismy sie finalem US OPEN nie dowierzajac, ze Federer tak sobie odpuscili (Tata widziales ten mecz? Musisz zobaczyc ! Strasznie dziwny mecz... hahahahah)Nastepny jest kolega, ktory siedzi blisko mnie na lekcjach. Mamy ten sam gust muzyczny, co czasem jest fajne spiewac (no dobra falszowac) jakas ulubiona piosenke. To dzieki niemu mam trzy razy w tygodniu lekcje gitary. Zalatwil mi swojego profesora, ktory bierze nie duza kase (40 zl za trzy lekcje w tygodniu po godzinie w moim domu). Jest strasznie szczesliwa,ze biore te lekcje i zapewne nie dluga kupie sobie gitare :P A co do Richiego Tatatatat oto i on ! :
No to chyba najwazniejsze dla mnie osoby, Oczywiscie mam mase przyjaciol, ale te pierwsze odznaczyly sie w mojej wymianie i sprawily,ze jest jaka jest.Inna sprawa jest jezyk. Po hiszpansku wlaciwie mowie juz plynnie, z bledami, ale juz swobodnie mowie :P Musze sie pochwalic,ze ostatnio wsiadalam do taksowki i powiedzialam Blue Gym porfavor,a tu taksowkarz pyta mnie sie gdzie to jest. Ja oczywiscie nie pamietalam, a nie mialam salda w komorce by zadzwonic do kogos. Naszczescie jednego dnia przeszlismy grupa do gymu i pamietalam droge i go ladnie pokierowalam Bylam z siebie dumna ! Ale ogolnie to dziwnie,ze nie wiedzial gdzie ta silownia jest,bo mamy w Puerto tylko dwie! HahahhahahaCo bylo w tym tygodniu?Wlasciwie nic ciekawego.We wtorek wszyscy wymiency oprocz francuzki poszlismy na plaze. Taki nasz maly meeting. W puerto jest nas 7 (ja, niemiec, dwoja francuzow i brazylijczykow i dziewczyna z bermud). A w srode sie rozchorowalam hahahha Tak swinska grypa mnie dopadla, pierwsza w tym miescie hahahah ( nie martwcie sie to zart :P) Teraz czuje sie swietnie i juz nie moge sie doczekac jak wyjde z domu hahahahaha No dobra to tyle na razie. Odezwe sie pewnie w czwartek i napisze co u mnie. Czwartek i piatek uwielbiam. W czwartek koncze szkole o 12.20,a w piatek zaczynam ja o 9.30 a koncze o 13.20 Viva la Vida !!!!!!!!
I jedno z moich ulubionych zdjec, przedstawiajace mnie. Na tym zdjeciu widzicie jak sie tu czuje :P
No i to tyle, Obiecuje,ze odezwe sie szybko. Besos, Emilka Komentuj (2)
SurfingLink :: 17.09.2009 :: 00:49
Jeeeeeeeeeeee. Surfing. Juz wzielam 4 lekcje i zapowiada sie niezle. Niestety nie mam duzo zdjec, bo surfowalam,a nie robilam zdjecia :P Umiem wstawac !!! Ale odpoczatku
1 lekcja
Podekscytowanie mieszajce sie z obawa i strachem. Dobra mam deske, stoje swobodnie na niej,ale nie to tylko cwiczenia na plazy :P Problemy zaczna sie dopiero w wodzie. No tak wiedzialam, pierwsza lekcje przelezalam na desce. Wszytsko byloby fajnie gdybym nie zapomniala sie posmarowac. Tyl nog i posladki cale czerwone :P Cala Emilka. Ale nie nie poddam sie, poczatki zawsze sa trudne
2 lekcja
Oooooooooooo powoli wstaje, juz sie udaje, AAAAAAaaaaaaaaaaaaaa wpadam do wody. Ale nie kilka razy wstalam i nawet surfowalam
3 lekcja
Suuuuuuuuuuuuuuurfing tak juz nawet umiem tylko jeszcze musze sie nauczyc lapac fale i puerto nalezy do mnie :D
4 lekcja
No tak dopadlo mnie lenistwo i zmeczenie, troche surfowalam,ale jakos moja rownowaga nie byl dobra na surfing. Nie moj dzien :P

Komentuj (11)
SzkolaLink :: 17.09.2009 :: 00:42
Szkola, szkola !!! Godzina 6, cale Puerto jeszcze spi, upal wisi w powietrzu, a emilka jak to emilka w ostatniej chwili sie pakuje i szuka w swojej szafie, mundurka. Jest znalazlam! Dobrze, teraz moge wziac prysznic. Wymyta i zadowolona patrze na zegarek, za 15 minut zaczynaja sie lekcje !!! Szybko biegne do kuchni, pije sok ze swiezych pomaranczy i jakis owoc (papaje,manga) i dokladnie o godzinie, o ktorej zaczynaja sie lekcje, jestem w samochodzie i jedziemy od szkoly. Zawsze jestem spozniona 5, 10 minut, ale to nie Polska gdzie po dzwonku nauczyciel patrzy na ciebie wzrokiem bazyliszka i stawia ci slynne spoznienie. To jest Meksyk ! Punktualnosc to nie jest ich mocna strona :)
Jestem w ostatniej klasie colegio calmecac. Jest nas tylko 11 z czego ja i dwoch innych wymiencow. W poniedzialki i wtorki wstaje na 7.50,w srody i czwartki na 7 i w moj ulubiony dzien piatek na 9.30. Przedmioty mam strasznie dziwne angielski, aplikacje graficzne, ekonomia,historia naszych czasow,
systemy informacji, komunikacja, logika komputerowa,wf, socjologia,
edukacja artystyczna,czyli tance meksykanskie oraz base de datos, ktorego nadal nie rozgryzlam :P W poniedzialek i srode mam wf, wiec caly dzien chodze w stroju sportowym. Lekcje trwaja 50 minut, i sa tylko dwie przerw, na lunch (20minut) i na odpoczynek (10minut)
A teraz zdjecia czyli jak dla mnie najciekawsza czesc

Kolega z lawki

Ach ten Santana !!!!!!

Viva Meeeeeeeeeeeeeeeeexico !!!!!!!!!!!!!!!!!

Ja i moja najlepsza przyjaciolka, mi hermanita :P

Brazylijczyk i Meksykanin :P Brazylijczyk jest bielszy odemnie :O

Zamiana rol. Teraz niech oni tancza w tych grubych spodnicach w takim upale :P

Moj lunch. Yuuuuuuuuumi

Dziedziniec,a z dala ocean :P

Dziedziniec jeszcze raz i na prawo budynek gdzie znajduje sie moja klasa :P
No ufffffffff myslalam,ze nigdy tej notki nie skoncze :D
Komentuj (2)
UpsLink :: 16.09.2009 :: 23:08
No tak troche nie pisalam. Ale to sie zmieni obiecuje. Zaraz zaczne uzupelniac, dopoki mam czas :) Szkola, surfing, dzien niepodleglosci, codzienne zycie... Wkrotce na blogu :P
Komentuj (0)
PerdonameLink :: 26.08.2009 :: 06:30
Aj, przepraszam was,ze tak dawno nie bylo wpisu..., Tyle sie dzieje,ze
nie mialam czasu. Moze zaczne odpoczatku. W piatek 14 sierpnia bylam na
swoim pierwszym spotkaniu rotary, Na razie jest nas piatka: ja,
niemiec, francuzka, franuz i dziewczyna z bermud, ktora przyleciala w
ten piatek.

We wtorek 18 sierpnia pojechalismy do stolicy stanu oaxaca, Oaxaca.
Jest to najwieksze miasto w stanie. Tam takze studiuje moj host brat
Daniel. Oaxaca ma okolo 500,970 mieszkancow. Droga z Puerto do Oaxaci
to 290 km Ale przez to,ze droga posiada muchas curvas (zakretow ^^)
jedzie sie okolo 6 godzin, A tak wygladala moja podroz. Przepraszam za
jakosc, zdjecia robione z samochodu.

nastepne gory...

A tu juz jestem w Oaxace. Jak widzicie cala jest okrazona gorami


Jedna z ciekawych rzeczy w oaxace jest bazar, gdzie znajdziesz
wszystko, Moj brat jak na oprowadzajacego przystalo, stwierdzil,ze
musze wszytskiego zasmakowac, wiec nonstop mialam cos w rece. Nawet on
stwierdzil,ze jego zoladek takze, ma juz dosyc :P
A oto rozne odmiany chili

Pamiatki i alkohole
Kapelusze... Jak bede wracala do Polski to z pewnoscia kupie sobie najwieksze sombrero jakie maja :)


Tradycyjne stroje

A tutaj pijalnia wody... Mozesz sie napic wody z czymkolwiek chcesz :)
Moja host mama jak byla w moim wieku szla z przyjaciolmi sie napic wody
dokladnie do tej pijalni. Bylo to okolo 30 lat temu, Jak ten czas
leci...

Napisalam, ze host brat wciskal mi wszytskiego smakolyki, Do jednej
rzeczy na razie nie udalo mu sie mnie przekonac. Prazone swierszcze
!!! Nie mam zdjecia tych prawdziwych,bo slabo wychodzily.

a dzdzownice pije sie z tequila i z czyms jeszcze... Obrzydliwe :/
Po bazarze pojechalismy do restauracji spotkac sie z rodzina. Byl tam
takze bardzo rozgadany wujek, Zapytal sie czy mowie po hiszpansku.
Ledwo otworzylam buzie, a moja host mama powiedziala, ze mowie
swietnie, choc wcale to nie jest prawda, ale host wujkowi to
wystarczylo by mowic do mnie bardzo, ale to bardzo szybko :)
Stwierdzil, ze Oaxaca to najpiekniejsze miasto na swiecie, Zaczal je
strasznie wychwalac i nawet powiedzial, ze mi da ksiazke o Oaxace :D
Ledwo co skoczylismy zjesc pojechalismy na obiad do innej restauracji,
Tam juz nic nie jadlam uslyszawszy, ze wieczorem idziemy na pizze :)
Meksykanie ciagle jedza !!! Modlcie sie o moja wage :P
Myslicie,ze nie ma nic gorszego nic cyganie w Warszawie? Mylicie się.
Poszlismy na rynek do kawiarni, jedlismy na ze,wnatrz i co sekunde
przychodzili do nas ludzie z rzeczami do kupienia. Non stop. Tego sie
nie da opisac. Masz picie, jeden lyk i juz jest ktos kolo ciebie mowisz
gracias, drugi lyk, gracias... I najlepsze bylo to, ze wlasciwie mieli
takie same rzeczy. Jedna pani miala slodycze i pyta sie nas czy chcemy
kupic,
my mowimy gracias, a ta dalej... Polozyla swoj kosz na naszym stole i
przez 5 minut gledzila cos, a ja caly czas gracias, gracias... Az w
koncu kupilam, byle sie juz od nas odczepila. Urzekl mnie maly
chlopiec,
ktory pytal czy chcemy od niego kupic naklejke, to bylo slodkie,a
zarazem smutne...
Na koniec mojej wyprawy do Oaxaci, pokaze wam zdjecie mnie z jednym ze slynniejszch kosciolow w Oaxace. Caly jest w zlocie.

Kolo siebie ma muzeum, ktore kiedys bylo seminarium. Muzeum jest
podzielone na trzy czesci: archeologiczna, ludowa, i z wszytskim
gazetami od 200 lat. Mozesz sobie zazyczyc gazete z roku 1932 dnia 26
wrzesnia i oni ci przyniosa. Fajnie, nie? Niestety wszytsko bylo
zamkniete, ale zabardzo sie nie smucialam, bo napewno go odwiedze.
Oaxaca jest moim drugim domem. Mieszka tam moj brat Daniel i co pewien
czas go odwiedzamy, Kiedy nastepny wypad do Oaxaci? Juz 4 wrzesnia znow
zawitam do miejsca gdzie jest zimniej niz w moim upalnym Puerto :)
Naprawde, roznica temperatur jest bardzo odczuwalna.
Na koniec jeszcze mam dwa zdjecia.

Juz w czwatek zaczne moje lekcje surfingu ^^ Juz nie moge sie doczekac :D
A oto plaza, na ktorej wylegiwalam sie dzisiaj po meczacym dniu w szkole :)

No narazie na tym skoncze. Sprawozdanie o szkole, ktora zaczelam juz w poniedzialek. w nastepnej notce. Hasta luego PS. Za wszelkie ortograficzne, interpunkcyjne bledy przepraszam, Pisze troche pozno i jestem zmeczona :)Komentuj (3)